Szczerze powiedziawszy zamurowało mnie. Nie wiedziałem co powiedzieć. Tezra po chwili lekko trąciła mnie łbem w łokieć, żebym się otrząsnął.
- No.. em.. tak... to znaczy wiesz... - nie mogłem wykrztusić słowa - ja cię lubię... i jesteś fajna... i w ogóle...
- Ale nie musisz się tłumaczyć - szybko powiedziała Róża - wiesz to tylko to co ona sobie myśli...
Zapadła niezręczna cisza.
- Po prostu.. Nie wracajmy do tego? Może.. - zaproponowała
- Em.. Ja... mam rano trening - zacząłem dukać
- Ok, to ja nie przeszkadzam, ani nic..
I wyszła prędko z boksu. Jeszcze przez chwilę siedziałem u boku klaczy próbując przetrawić to co się przed chwilą stało. Nieobecny wróciłem do swojego domku, włączyłem muzykę i próbowałem usnąć. Kiedy po dwugodzinnej próbie nawet nie zmrużyłem oka wróciłem do koni. Wszedłem tym razem do boksu Angusa i zasnąłem wsłuchując się w rytm jego serca. Nad ranem obudziła mnie poranna krzątanina w stajni.
- O patrzcie, obudził się - powiedział czyjś głos
Koń spojrzał pytająco w stronę drzwi, w których stała Unlucky. Podniosłem się i otrzepałem z trocin.
- Spać nie mogłeś?
- Coś w tym stylu.
- Ja też jak nie mogę zasnąć to przychodzę do koni.
Angus wstał za moimi plecami co zdekoncentrowało Unlucky. Odwróciłem się i poprawiłem mu derkę, bo trochę zsunęła się na bok.
- Zaraz mam trening i... muszę iść.
<Unlucky lub Róża? Jak chcecie możecie obie odpowiedzieć ;) >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz