- Ludzie tutaj często potrafią trochę woltyżerki, należysz do nich? - spytała w trakcie robienia szpagatu stojąc na rękach
- Powiedzmy, że po części.. - odparłem
- Pokażesz mi coś?
- No dobra, ale trochę zmęczę La Flamingo - powiedziałem z uśmiechem
Usiadłem na grzbiecie konia i naprowadziłem go na dłuższą ścianę ujeżdżalni. Wtedy dałem mu mocny sygnał łydkami, a on ruszył pełnym galopem. Zsunąłem się z siodła, odbiłem nogami od ziemi i zrobiłem salto w tył. Ponownie wybiłem nogami od ziemi, przeskoczyłem na drugą stronę robiąc w powietrzu śrubę i ponownie zrobiłem salto tym razem w przód. Wylądowałem na szyi La Flamingo. Prześlizgnąłem się pod jego szyją i usiadłem w siodle. Zatrzymałem go i podjechałem do Róży przekazując jej wierzchowca.
- Taka, trochę woltyżerka, ale bardziej... w moim stylu
<Róża?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz