M: Dzień zapowiadał się wietrznie. Kiedy tylko wstałam wiało tak, że bałam się czy konie się nie spłoszyły. Meggie już wstała i nie było jej w pokoju. Szybko się ubrałam i zamiast iść na śniadanie pobiegłam do koni.
R: Stałem w tylnej części boksu z położonymi uszami. Wiatr wiał przez całą noc więc mało spałem. Reszta koni w stajni również była zdziwiona i przestraszona. Zwłaszcza stojący na przeciwko mnie Książę, który był najmłodszym koniem w stadninie. Widziałem jak Flicka na końcu stajni kopie w boks i wywraca oczami. Zarżałem głośno.
Na szczęście zaraz do stajni wbiegła Melanie.
M: Wszystkie konie były przerażone. Podbiegłam do boksu Ramzesa i weszłam do środka. Od razu się trochę uspokoił. Głaskałam go nie wiedząc co jeszcze mogę robić. Nagle przyszło mi coś do głowy. Znałam dobrze Ramzesa i wiedziałam, że najlepiej będzie się z nim teraz przejechać. Chwyciłam więc ogłowie, założyłam mu i wyprowadziłam przed stajnię.
- Co ty robisz? - usłyszałam głos i odwróciłam się. Za mną stała zdziwiona Meggie.
- Jadę w teren?
- W taką pogodę? Gratuluję, nie możesz poczekać aż przejdzie.
- Nie, nie mogę - odparłam i wskoczyłam na kucyka.
R: Pojechaliśmy stępem drogą prowadzącą do łąk. Tam zagalopowałem. Wiatr wiał świszcząc w uszach, a ja czułem się świetnie wioząc Melanie na grzbiecie. Galopowałem tak jeszcze długo. Wyjechaliśmy daleko poza granice Klubu Jeźdźców i dopiero tam Mela kazała mi ponownie przejść do stępa. Poklepała mnie i wjechaliśmy o lasu. Dyszałem i byłem nieco zmęczony, ale szczęśliwy. W lesie szum liści zlewał się z szumem potoku. Jednak tutaj już niczego się nie bałem.
M: Jechaliśmy tak przez las dość długo i zaczęłam się zastanawiać czy kiedyś w ogóle z niego wyjedziemy. Kiedy poczułam, że Ramzes odpoczął przyśpieszyłam go do kłusa.
Po dłuższym czasie wyjechaliśmy po drugiej stronie lasu na rozległe polany. Mimo, że niebo było czarne od chmur, a wiatr dął niemiłosiernie krajobraz był i tak piękny. Za polanami zaczynały się pola uprawne i jakieś małe wsie. Zauważyłam daleko na niebie burzę, która najprawdopodobniej szła z wiatrem w naszą stronę.
R: W oddali dostrzegłem jakiś kształt. Zarżałem tak żeby Melanie zwróciła uwagę. Wtedy kształt się poruszył.
M: - Co Ramzes? - spytałam i dostrzegłam kształt, w który wpatrywał się koń. Znajdował się po drugiej stronie łąki. Ale nie po tej gdzie zaczynała się cywilizacja, tylko z drugiej strony gdzie z kolei rozciągały się równiny, na których żyły dzikie konie, a dalej góry.
R: Zarżałem ponownie, a wtedy odpowiedziało mi cichutkie rżenie. Teraz już wiedziałem, że to inny koń.
M: Kiedy usłyszałam rżenie z daleka zdziwiłam się. Czyżby to był koń? Uciekł? Ale skąd? Od nas na pewno nie, a w okolicy nie było innej stadniny, chyba, że nieco dalej. Tak, ok. 2 godziny drogi konno od Klubu Jeźdźców znajdowała się pewna stadnina, której i tak prawie nie znałam.
R: Zacząłem iść w tamtą stronę. Byłem bardzo ciekawy kto to może być. To nie był znajomy koń. Żaden z naszej stadniny.
M: - Hej! Łobuzie, co robisz? Chcesz iść do tego konia tak? No dobrze - powoli podjeżdżaliśmy do zwierzęcia, a ja starałam się myśleć logicznie. "Koń stoi tam gdzie rozciągają się dzikie przestrzenie. Tam właśnie żyją jeszcze nieliczne stada dzikich koni, a mówiąc ściślej, przebiegają tamtędy. Dzikie konie żyją po drugiej stronie gór. Więc jest możliwość, że to dzikus, a nie czyiś koń. W takim wypadku pewnie się spłoszy. Trudno, nigdy nie widziałam dzikiego konia więc i tak dobrze jeśli w ogóle go zobaczę."
R: Jechałem powoli i kiedy byliśmy bliżej zobaczyłem, że to źrebak, klacz. W dodatku się w ogóle nie spłoszyła. To było dziwne.
Po chwili jednak już wiedziałem, czemu nie ucieka. Była ranna w nogę.
M: Widząc rannego źrebaka od razu zabrałam go (jakoś) do stadniny.
Tam odprowadziłam Ramzesa do boksu i pobiegłam do Alice trzymając źrebaka za grzywę. Znalazłam ją koło koniowiązu.
- Co...to...jest? - spytała zdziwiona.
- Koń. Znalazłam go poza terenem klubu. Jest chyba dziki.
- Ale...
- Jest ranny. I to jeszcze nie wszystko. Powiedz Helen, że idzie burza w naszą stronę.
- Ok.
Podeszła do nas Anne i zawoadomiła weterynarza. On zbadał i oaptrzył źrebaka. Stwierdził też, że to klacz rasy mustang. Znaleźliśmy wolny boks gdzie ją umieściliśmy.
Stałam przy boksie i obserwowałam małą kiedy podeszły do mnie Ashley i Alice.
- Hej. Opowiesz nam później jak ją znalazłaś? - spytała Alice.
- Właściwie to Ramzes ją znalazł, ale to wam potem opowiem. Czy możemy go zatrzymać?
- Myślę, że przynajmniej do puki nie będzie sprawnie chodzić - odparła Ashley. - Ale trzeba się dopytać Helen.
- Już pytałam i powiedziała, że możemy ją zatrzymać - przerwałam jej uśmiechając się. Alice pomożesz mi ją trenować?
- Tobie?
- No, w sumie to ja nie wiem czy to ma być mój koń?
- Ty go znalazłaś - powiedziała Ashley.
- Tak, ale chyba będzie Klubowy. Więc Alice, pomożesz mi go oswajać? Przecież ujeżdżałaś już mustangi.
- No...może być zabawnie.
W tym momencie weszły do stajni Meggie i Helen.
- Jak ją nazwiesz? - zapytała po chwili Meggie.
- Hmmm...nazwę ją Parva.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz